Uwielbiam energię młodych firm.
Kiedy właściciel firmy tworzy swoją markę, ma wizję produktu i wartości marki, widzi ją w rękach ludzi, którzy będą ją kupować, rozumie jaką może dać jej cenę. Kiedy zewnętrzny konsultant tworzyłby strategię marketingową dla takiej marki, wystarczyłoby dobrze słuchać i pisać, bo głęboki wywiad z właścicielem i pierwszymi pracownikami oraz umiejętność nadania struktury wizjom, to prawie gotowa strategia marketingowa.
Z czasem jednak firma rośnie. Przychodzą nowi ludzie, zatrudniają jeszcze bardziej „nowych ludzi” i po czasie, Ci którzy podejmują decyzje, nawet nie słyszeli o tej, tak bardzo wyraźnej wizji właściciela. Pracownicy marketingu wykonują pilnie wszystkie zadania, tworzą promocje, opisują produkty na stronie internetowej i dzień po dniu, krok po kroku odchodzą od tego barwnego, jasnego planu, od którego wszystko się zaczęło.
To właśnie wtedy strategia marketingowa zaczyna być narzędziem potrzebnym na co dzień.
Kiedy znika bezpośrednia linia kontaktu z osobą „która wie”, albo kiedy właściciel chce przekazać zespołowi część odpowiedzialności i decyzyjności. Wtedy warto upewnić się, że cała organizacja ma jasność strategii i każdy pracownik wie jak jego działania pomogą ją realizować, a jak będą oddalać od celu.
Takich momentów jest więcej – może to być zmiana warunków konkurencyjnych, wprowadzenie nowych technologii i produktów do portfela, czy chęć dotarcia do nowej grupy konsumentów. Każdy z nich ma wpływ na złożoną strategię i pracę wszystkich pracowników.
Metody warsztatowe.
Doskonale sprawdzają się do precyzowania nowych strategii oraz do wprowadzenia ich do organizacji. Szczególnie, kiedy obejmują pracowników współpracujących funkcji i kiedy umożliwiają pierwsze próby wdrażania nowej strategii w realnych, zbliżających się zadaniach.
Efekt sprawnej i zgranej pracy, w jednym kierunku, uzyskuje się, kiedy jest czas, aby każda osoba mogła „wejść w nowe buty”, rozmawiać, pytać, uczyć się od siebie nawzajem i testować jak działać w nowo określonych kierunkach.
